Witaj w Duszpasterstwie Akademickim RESURREXIT

Aktualności

Spotkania

Historia

Wolontariat

Kawiarenka

Aerobik

O RESURREXIT

Taize

"Górka"

Teksty

śpiewnik

Teatr

Ewangelizacja

Modlitwa

Oaza

Linki

Poczta

XAVERIANUM

 

Taize

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych szczególnie studentów i maturzystów 
na modlitwę z kanonami z Taizé
w każdą środę w roku akademickim
od godz. 18.15 w naszym kościele przy ul. Drzymały 1a w Opolu.

Jeżeli chciałbyś (chciałabyś) pośpiewać kanony, zapraszamy do scholki.
Spróbuj dać coś dobrego innym! Zaśpiewaj radośnie Bogu!
Szukamy także osoby grające na skrzypcach, flecie i gitarach. Zapraszamy do pomocy! :)


List na rok 2006

List niedokończony

16 sierpnia po południu, w dniu swojej śmierci, brat Roger zawołał jednego z braci i powiedział: „Zanotuj dokładnie te słowa!” Nastała długa cisza, brat Roger próbował sformułować swoją myśl. Po chwili rozpoczął: „O ile nasza wspólnota w rodzinie ludzkiej tworzy warunki, aby poszerzało się…” Tu zatrzymał się, zmęczenie nie pozwoliło mu dokończyć zdania.

Można odnaleźć w tych słowach pasję, która nie opuszczała go nawet w podeszłym wieku. Co miał na myśli, kiedy mówił „aby poszerzało się”? Być może chciał powiedzieć: uczynić wszystko, aby każdemu człowiekowi bardziej przybliżyć miłość, jaką Bóg bez wyjątku kocha każdą ludzką istotę, wszystkie narody. Brat Roger pragnął, aby nasza mała wspólnota rozjaśniała tę tajemnicę swoim życiem, pokorną służbą. A więc my, bracia ze wspólnoty, chcielibyśmy podjąć to wyzwanie razem ze wszystkimi, którzy wszędzie na ziemi starają się wprowadzać pokój.

W ostatnich tygodniach przed śmiercią brat Roger zaczął przygotowywać list, który miał być opublikowany podczas spotkania w Mediolanie. Wskazał kilka tematów i kilka tekstów, do których pragnął wrócić i dalej nad nimi pracować. Zebraliśmy je, tak jak je pozostawił, aby ułożyć ten „List niedokończony”, tłumaczony na 57 języków. Jest on jakby ostatnim słowem brata Rogera i pomoże nam iść naprzód drogą, którą Bóg „poszerzył dla naszych kroków” (Ps 18, 37).

Rozważając ten niedokończony list podczas spotkań, jakie będą się odbywały w 2006 roku tydzień po tygodniu w Taizé lub gdziekolwiek indziej na różnych kontynentach, każdy będzie mógł się zastanawiać, jak dokończyć go własnym życiem.

Brat Alois

„Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam” 1 – czym jest pokój, który daje Bóg?

To najpierw pokój wewnętrzny, pokój serca. To on pozwala patrzeć z nadzieją na świat, choć często rozdzierają go akty przemocy i konflikty.

Ten Boży pokój jest także wsparciem dla nas, abyśmy mogli z całą pokorą przyczyniać się do utrzymania pokoju tam, gdzie jest on zagrożony.

Pokój światowy jest niezbędny, by zmniejszyć ludzkie cierpienia, w szczególności, żeby dzieci były wolne od strachu i niepewności i dzisiaj, i jutro.

Święty Jan z olśniewającą intuicją w trzech słowach zapisał w swojej Ewangelii, kim jest Bóg: „Bóg jest miłością” 2. Jeśli pojmiemy tylko te trzy słowa, zajdziemy daleko, bardzo daleko.

Co w tych słowach jest dla nas porywające? To, że znajdujemy w nich tę przejrzystą pewność: Bóg nie posłał Chrystusa na ziemię, aby kogokolwiek potępić, ale żeby każdy człowiek wiedział, że jest kochany i że może odnaleźć drogę komunii z Bogiem.

Dlaczego jednak niektórych ludzi ogarnia zadziwienie miłością i wiedzą, że są kochani, nawet hojnie obdarowani? A dlaczego inni mają poczucie, że są nie dość doceniani?

Gdyby każdy człowiek to zrozumiał – Bóg towarzyszy nam także w naszej bezbrzeżnej samotności. Mówi do każdego: „drogi jesteś w Moich oczach, nabrałeś wartości i Ja cię miłuję”. 3 Tak, Bóg może dawać tylko swoją miłość, w tym zawiera się cała Ewangelia.

Bóg prosi i daje nam to, o co prosi, byśmy po prostu przyjęli Jego niewyczerpane miłosierdzie.

To, że Bóg nas kocha, czasem trudno przyjąć. Kiedy jednak odkrywamy, że jego miłość to przede wszystkim przebaczenie, nasze serce uspokaja się, a nawet przemienia.

I my też już umiemy w Bogu zapomnieć o bólu, który ściska serce – w Nim jest źródło, z którego można czerpać nowy zapał. Czy wiemy to na pewno? Bóg ufa nam tak bardzo, że do każdego z nas kieruje wezwanie. Jakie wezwanie? Bóg prosi, byśmy kochali tak, jak On nas kocha. Nie ma większej miłości, jak oddać samego siebie Bogu i innym ludziom.

Kto żyje Bogiem, wybiera miłość. A serce, które wybrało miłość, może promieniować bezgraniczną dobrocią. 4

Życie kogoś, kto stara się kochać z ufnością, wypełnia łagodne piękno.

Kto kocha i mówi to swoim życiem, staje przed jednym z najważniejszych pytań: jak nieść ulgę w cierpieniach i udrękach tym, którzy mieszkają obok nas, i tym, którzy żyją gdzieś daleko?

Tylko – co to znaczy kochać? Czy to znaczy dzielić cierpienia najbardziej udręczonych? Tak, to jest miłość.

Czy będzie nią niewyczerpana dobroć serca i bezinteresowne zapomnienie o sobie dla innych? Tak, na pewno.

I jeszcze – co to znaczy kochać? Kochać, to znaczy przebaczać, żyć w jedności. 5 Pojednanie to zawsze wiosna duszy.

W małej wiosce w górach, gdzie się urodziłem, obok naszego domu mieszkała liczna, bardzo biedna rodzina. Matka nie żyła. Jeden z chłopców, trochę młodszy ode mnie, często do nas przychodził, kochał moją mamę jak własną. Któregoś dnia dowiedział się, że wyjeżdżają z wioski i zupełnie nie mógł tego zrozumieć. Jak pocieszyć dziecko pięcio- albo sześcioletnie? To było tak, jakby brakowało mu niezbędnego dystansu, żeby wytłumaczyć sobie taką rozłąkę.

Krótko przed śmiercią Chrystus obiecał swoim uczniom, że zostaną pocieszeni – pośle im Ducha Świętego, który będzie dla nich wspomożycielem i pocieszycielem i zostanie z nimi na zawsze. 6

W sercu każdego człowieka także dziś mówi cicho: „Nigdy nie zostawię cię samego, poślę ci Ducha Świętego. Nawet kiedy ogarnia cię głęboka rozpacz, Ja jestem przy tobie.”

Przyjąć pocieszenie, jakie daje Duch Święty, to znaczy w ciszy i pokoju powierzyć Mu siebie. I jeśli nawet czasem wydarzy się coś trudnego, będzie można to przezwyciężyć.

Czy rzeczywiście jesteśmy tak słabi, że potrzebujemy pocieszenia?

Każdemu zdarza się, że wstrząsną nim osobiste przeżycia lub cierpienia innych ludzi. Może to spowodować nawet zachwianie wiary i stłumienie nadziei. Odnalezienie ufności wiary i pokoju serca wymaga czasem cierpliwości do siebie samego. Istnieje ból szczególnie dotkliwy – śmierć bliskiej osoby, której może potrzebowaliśmy, by dalej iść przez ziemię. Ale i takie doświadczenie może zostać przemienione i wtedy będziemy lepiej rozumieć sens komunii.

Komuś, kto znalazł się u granic wytrzymałości, może zostać przywrócona radość Ewangelii. Bóg rozjaśnia tajemnicę ludzkiego cierpienia przez to, że przygarnia nas do siebie. I oto znajdujemy się na drodze nadziei. Bóg nie zostawia nas samych. Pomaga nam być coraz bliżej komunii, tej komunii miłości, którą jest Kościół, tak pełen tajemnicy i tak niezastąpiony…

Chrystus komunii 7 daje nam ten ogromny dar, jakim jest pocieszenie.

Na ile Kościół staje się zdolny do tego, by uzdrawiać serca niosąc przebaczenie, współczującą miłość, na tyle przybliża pełnię komunii z Chrystusem.

Kiedy Kościół stara się kochać i rozumieć tajemnicę każdej ludzkiej istoty, kiedy niestrudzenie słucha, pociesza i uzdrawia, staje się tym, co w nim najjaśniejsze – przejrzystym odblaskiem komunii.

Dążenie do pojednania i pokoju wymaga walki wewnętrznej. To nie jest łatwa droga. Nic trwałego nie powstaje bez wysiłku. Duch komunii nie jest naiwnością, wymaga wielkiego serca, głębokiej życzliwości, nie ulega pokusie podejrzliwości.

Czy aby być twórcami komunii, będziemy, każdy w swoim życiu, podążać drogą zaufania i wciąż odnawianej dobroci serca? Na tej drodze mogą pojawić się niepowodzenia. Przypomnijmy wówczas sobie, że źródło pokoju i komunii znajduje się w Bogu. Zamiast ulegać zniechęceniu, wezwiemy Ducha Świętego, by oddać Mu nasze słabości.

I przez całe życie Duch Święty będzie nam pomagał stale na nowo wyruszać w drogę i iść od jednego początku do następnego ku przyszłości pełnej pokoju. 8

O ile nasza wspólnota w rodzinie ludzkiej tworzy możliwości, aby poszerzało się…

(1) Ewangelia według św. Jana 14, 27.

(2) 1 List św. Jana 4, 8.

(3) Izajasz 43, 4.

(4) Podczas otwarcia soboru młodych w 1974 roku brat Roger powiedział: „Po co istnieć bez miłości? Po co dalej żyć? W jakim celu? Tu jest sens naszego życia – być kochanym na zawsze, aż po wieczność, żebyśmy i my ze swej strony umieli umrzeć z miłości. Tak, szczęśliwy ten, kto umiera z miłości.” Umrzeć z miłości, to dla niego znaczyło kochać bez reszty.

(5) „Żyć w jedności” – w książce Pressens-tu un bonheur? (Czy wiesz, że jest szczęście przed tobą?), która ukazała się piętnaście dni przed jego śmiercią, brat Roger jeszcze raz wyjaśnia, co znaczą dla niego te słowa: „Czy mogę powtórzyć tu jeszcze raz, że moja babcia ze strony matki odkryła intuicyjnie jakby klucz do zrozumienia powołania ekumenicznego i to ona otworzyła mi drogę do urzeczywistnienia tego powołania? Po pierwszej wojnie światowej wypełniało ją pragnienie, aby już nikt nigdy nie przeżywał tego, co ona przeżyła. Chrześcijanie, wcieleni do różnych europejskich armii, walczyli ze sobą – przynajmniej oni powinni się pojednać, aby próbować nie dopuścić do nowej wojny – myślała moja babcia. Wywodziła się ona z rodziny o dawnych tradycjach ewangelickich, ale pragnąc pojednania, zaczęła chodzić do kościoła katolickiego nie zrywając przy tym ze swoimi bliskimi. Kiedy byłem jeszcze bardzo młody, ja z kolei, poruszony świadectwem jej życia, odnalazłem swoją własną tożsamość chrześcijanina, kiedy pojednałem w samym sobie wiarę moich przodków z tajemnicą wiary katolickiej, nie zrywając komunii z nikim.”

(6) Ewangelia według św. Jana 14, 18 i 16, 17

(7) „Chrystus komunii”: brat Roger użył już tego wyrażenia, kiedy 5 października 1986 witał w Taizé papieża Jana Pawła II: „Codziennym pragnieniem moim i moich braci jest to, by każdy młody człowiek odkrył Chrystusa; nie Chrystusa oderwanego, lecz „Chrystusa komunii”, w pełni obecnego w tej tajemnicy komunii, jaką jest jego Ciało, Kościół. To tam tak wielu młodych ludzi, może znaleźć miejsce, w którym odda swoje życie bez reszty. Tam znajdą wszystko, by stawać się twórcami zaufania, pojednania, nie tylko między sobą, ale między wszystkimi pokoleniami, od najstarszych do dzieci. We wspólnocie Taizé wezwanie, by iść za „Chrystusem komunii” jest jak palący nas ogień. Pójdziemy aż na koniec świata, by torować drogi, prosić, wzywać, błagać, jeśli będzie trzeba, jednak nigdy nie z zewnątrz, zawsze będziemy trwali wewnątrz tej jedynej komunii, którą jest Kościół.”

(8) Te cztery ostatnie akapity są powtórzeniem słów, które brat Roger powiedział na zakończenie spotkania europejskiego w Lizbonie w grudniu 2004. Są to ostatnie słowa, jakie wypowiedział publicznie.

 


Brat Roger, Przyszłość pełna pokoju

List na rok 2005

Ten list, napisany przez brata Rogera z Taizé i przetłumaczony na 55 języków (w tym 24 azjatyckie), został ogłoszony z okazji Europejskiego Spotkania Młodych w Lizbonie. Będzie czytany i rozważany w ciągu całego roku 2005 podczas spotkań młodych odbywających się tydzień po tygodniu w Taizé lub w innych miejscach, w Europie i na całym świecie.

„Bóg przygotowuje dla was przyszłość pełną pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam jutro i natchnąć nadzieją.”1

Wielu ludzi pragnie dziś przyszłości pełnej pokoju i chce, by ludzkość była wolna od groźby przemocy.

Wprawdzie są tacy, których paraliżuje lęk przed przyszłością, jednak wszędzie na świecie ludzie młodzi wykazują inwencję i twórczy zapał.

To oni nie dają się wciągnąć w spiralę bezczynności i smutku. Wiedzą, że Bóg nie stworzył nas do bierności. Dla nich żyć to nie znaczy być wydanym na pastwę ślepego losu. Są świadomi: człowieka może sparaliżować sceptycyzm lub zniechęcenie.

Dlatego z całej duszy starają się przygotowywać przyszłość pełną pokoju, a nie zguby i już teraz, choć o tym nie wiedzą, ich życie staje się jaśniejącym wokół światłem.

Niektórzy spośród nich niosą pokój i zaufanie tam, gdzie wybuchają konflikty. Są wytrwali nawet wtedy, kiedy ciężar trudnych doświadczeń lub porażki ich przytłacza. 2

W Taizé, w letnie wieczory, pod rozgwieżdżonym niebem przez otwarte okna słyszymy młodych ludzi. Wciąż zdumiewamy się, że jest ich tak wielu. Szukają, modlą się. A my powtarzamy sobie: ich pragnienia pokoju i zaufania są jak te gwiazdy, małe światełka w ciemnościach nocy.

Żyjemy w czasie, kiedy wielu ludzi pyta samych siebie: czym jest wiara? Wiara jest najprostszym zaufaniem Bogu, tym tak niezbędnym porywem ufności, do którego trzeba powracać w ciągu całego życia.

W każdym człowieku mogą pojawić się wątpliwości. Nie ma w nich niczego niepokojącego. Chciejmy tylko usłyszeć Chrystusa, który szepcze w naszych sercach: „Przeżywasz rozterki? Nie lękaj się, Duch Święty jest zawsze z tobą.”3

Są nawet tacy, którzy dokonali zaskakującego odkrycia: miłość Boża może ogarnąć serce nękane wątpliwościami.4

„Szczęśliwi, których serca są pełne prostoty!”5 – to jedne z pierwszych słów Chrystusa w Ewangelii. Tak, szczęśliwy jest ten, kto podąża drogą prostoty, prostoty serca i prostoty życia.

Człowiek prostego serca stara się żyć chwilą obecną, przyjmować każdy dzień jak Boże dzisiaj.

Czyż niezmącona radość i pogodne usposobienie nie są przejawem ducha prostoty?

Człowiek prostego serca wie, że nie musi sam zrozumieć całej wiary. Mówi sobie: to, czego ja do końca nie pojmuję, inni rozumieją lepiej i pomogą mi iść dalej.6

Wybieranie prostoty w życiu pozwala dzielić się z najbiedniejszymi i łagodzić cierpienia spowodowane chorobami, ubóstwem, głodem…7

Nasza osobista modlitwa też może być prosta. Uważamy, że potrzeba wielu słów, by się modlić?8 Nie. Bywa, że kilka słów, nawet niezdarnych, wystarczy, aby wszystko oddać Bogu, i nasze obawy, i nasze nadzieje.

Powierzając siebie Duchowi Świętemu odnajdziemy drogę, która poprowadzi nas od niepokoju do zaufania.9 I powiemy Mu:
„Duchu Święty, daj nam
w każdym momencie pamiętać o Tobie.
Tak często zapominamy, że w nas mieszkasz,
modlisz się, kochasz.
Twoja obecność w nas to zaufanie
i nieustanne przebaczenie.”

Tak, Duch Święty zapala w nas płomyk. Nawet jeśli jest on bardzo wątły, budzi w sercach pragnienie Boga. A proste pragnienie Boga już jest modlitwą.

Modlitwa nie zwalnia od troski o świat. Przeciwnie, nie ma nic bardziej odpowiedzialnego niż modlitwa: im więcej modlimy się z prostotą i pokorą, tym bardziej będziemy umieli kochać i wyrażać to swoim życiem.

Gdzie znaleźć prostotę, niezbędną by żyć Ewangelią? Wyjaśniają nam to słowa Chrystusa. Pewnego dnia powiedział do uczniów: „Pozwólcie dzieciom przyjść do Mnie, do takich bowiem należy Boża rzeczywistość.”10

Kto zdoła wyrazić to, co dzieci potrafią przekazać swoim zaufaniem?11

Chcemy więc prosić Boga: „Boże, Ty nas kochasz, daj nam pokorę, wielką prostotę w modlitwie, w stosunkach z innymi ludźmi, w okazywaniu gościnności…”

Jezus Chrystus nie przyszedł na ziemię, żeby kogokolwiek potępić, przyszedł torować ludziom drogi komunii.

Od dwu tysięcy lat Chrystus jest stale obecny przez Ducha Świętego,12 a Jego obecność, okryta tajemnicą, staje się rzeczywista w widzialnej komunii,13 która łączy kobiety, mężczyzn, ludzi młodych. Oni wszyscy są wezwani, by wspólnie podążać naprzód i nie wprowadzać podziałów.14

Ale oto, w ciągu swojej długiej historii chrześcijanie przeżyli wiele wstrząsów: i doszło między nimi do podziałów, chociaż powołują się na tego samego Boga miłości.

Przywrócenie komunii jest dzisiaj pilną koniecznością, nie można tego bezustannie odkładać na później, aż do końca czasów.15 Czy zrobimy wszystko, żeby chrześcijanie odnaleźli ducha komunii?16

Są tacy chrześcijanie, którzy w różnych miejscach już teraz żyją we wzajemnej komunii z całą pokorą i z całą prostotą.17

Swoim własnym życiem chcieliby sprawić, by Chrystus stał się obecny dla wielu innych. Wiedzą, że Kościół nie istnieje dla siebie samego, lecz dla świata, aby być w nim zaczynem pokoju.

„Komunia” to jedno z najpiękniejszych imion Kościoła: w nim nie może być wzajemnej surowości, a jedynie przejrzystość, dobroć serca, współczująca miłość… i nareszcie bramy świętości otworzą się.

Dzięki Ewangelii możemy odkryć zdumiewającą prawdę: Bóg nie jest twórcą ani strachu, ani niepokoju, Bóg może nas tylko kochać.

Bóg przez Ducha Świętego przychodzi przemieniać nasze serca. I w najprostszej modlitwie możemy przeczuć, że nigdy nie jesteśmy sami: Duch Święty umacnia naszą komunię z Bogiem, nie na krótką chwilę, lecz na zawsze.

(1) Takie słowa zostały napisane sześćset lat przed Chrystusem: zob. Księga Jeremiasza 29, 11 i 31, 17.

(2) W tym roku, kiedy dziesięć nowych krajów przyłączyło się do Unii Europejskiej, wielu młodych Europejczyków zdaje sobie sprawę z tego, że żyją na kontynencie, który doświadczany bardzo długo przez podziały i konflikty, szuka swojej jedności i postępuje drogą pokoju. To prawda, wciąż trwają napięcia, niesprawiedliwość, czasem przemoc, które prowadzą do zwątpienia. Chodzi więc o to, by nie zatrzymywać się w drodze: u źródeł budowania Europy jest przecież dążenie do pokoju. Nie byłoby ono dla nas ważne, gdyby jedynym jego celem miało być utworzenie kontynentu silniejszego, bogatszego, i gdyby Europa uległa tendencjom do zamykania się w swoich granicach. Europa staje się w pełni sobą, kiedy otwiera się dla innych kontynentów, kiedy jest solidarna z narodami ubogimi. Jej budowanie ma sens wtedy, kiedy traktuje się je jako etap, który będzie służył wprowadzaniu pokoju w całej ludzkiej rodzinie. Dlatego właśnie, chociaż nasze spotkanie pod koniec roku nazywa się „spotkaniem europejskim”, wolimy patrzeć na nie jako na „etap pielgrzymki zaufania przez ziemię”.

(3) Zob. Ewangelia według św. Jana 14, 16-18 i 27. Bóg istnieje niezależnie od naszej wiary i naszych wątpliwości. Kiedy nękają nas wątpliwości, Bóg z tego powodu nas nie zostawia.

(4) Dostojewski któregoś dnia zapisał w swoim Notatniku: „Jestem dzieckiem wątpienia i niewiary. Jakim straszliwym cierpieniem płaciłem i płacę za pragnienie wiary, które jest w mojej duszy tym silniejsze, im więcej jest we mnie argumentów przeciwnych… Moje «hosanna» przeszło ogniową próbę zwątpienia.” A jednak Dostojewski mógł kontynuować: „Nie istnieje nic piękniejszego, głębszego, doskonalszego od Chrystusa; nie tylko nie istnieje, ale nie może istnieć.” Kiedy ten Boży człowiek przyznaje się, że współistnieją w nim wiara i niewiara, tym samym nie podważa swojej żarliwej miłości do Chrystusa.

(5) Ewangelia według świętego Mateusza 5, 3 (w tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia: „Błogosławieni ubodzy w duchu”).

(6) Chociaż nasze zaufanie jest kruche, nie opieramy się przecież tylko na naszej własnej wierze, ale na ufności wszystkich, którzy żyli przed nami i tych, którzy są wokół nas.

(7) Program żywnościowy ONZ opublikował ostatnio kartę głodu w świecie. Niezależnie od postępu, jaki nastąpił w ostatnich latach, 840 milionów ludzi cierpi głód, z czego 180 milionów to dzieci poniżej pięciu lat.

(8) Zob. Ewangelia według świętego Mateusza 6, 7-8.

(9) Na tej drodze powierzenia Bogu siebie samych mogą nas wspierać proste, powtarzane śpiewy, na przykład: „Ty dasz mi pokój serca, Panie mój”. Kiedy pracujemy, odpoczywamy, te słowa rozbrzmiewają w naszych sercach.

(10) Zob. Ewangelia według świętego Mateusza 19, 14.

(11) Dziewięcioletni chłopiec, który przez tydzień przychodził modlić się z nami, powiedział mi któregoś dnia: „Mój tatuś nas opuścił. Nigdy go nie widuję, ale ciągle go kocham i wieczorem modlę się za niego.”

(12) Zob. 1 List św. Piotra Apostoła 3, 18; List do Rzymian 1, 4 i List do Tymoteusza 3, 16.

(13) Tą komunią jest Kościół. W sercu Boga Kościół jest jeden, nie może być podzielony.

(14) Im bardziej zbliżamy się do Ewangelii, tym bardziej zbliżamy się wzajemnie do siebie. I oddalają się podziały, które rozrywały jedność.

(15) Chrystus wzywa, by pojednać się bezzwłocznie. Nie możemy zapominać Jego słów z Ewangelii według św. Mateusza: „Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam sobie przypomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim” (5, 23-24). „Najpierw idź” a nie: „Odłóż na później”.

(16) W Damaszku, w tak ciężko doświadczonym regionie Bliskiego Wschodu, mieszka grecko-prawosławny patriarcha Antiochii, Ignacy IV. Wypowiedział on przejmujące słowa: „Ruch ekumeniczny przeżywa regres. Co pozostaje z profetycznych wydarzeń początków ekumenizmu, które między innymi uosabiały takie postacie jak papież Jan XXIII i patriarcha Athenagoras? Nasze podziały sprawiają, że Chrystus jest nierozpoznawalny, sprzeciwiają się Jego woli. On pragnął, byśmy byli jedno, „aby świat uwierzył”. Pilnie potrzebujemy profetycznych inicjatyw, aby ekumenizm wydobył się z meandrów, w których, jak się obawiam, grzęźnie. Potrzebujemy pilnie proroków i świętych, którzy pomogą naszym Kościołom nawrócić się przez wzajemne przebaczenie.”

(17) Podczas swojej wizyty w Taizé, 5 października 1986, papież Jan Paweł II wskazał drogę komunii mówiąc do naszej wspólnoty: „Wy, chcąc być «przypowieścią o wspólnocie», pomożecie wszystkim tym, których spotykacie, pozostać wiernymi swej przynależności kościelnej, będącej owocem wychowania i wyboru sumienia, ale pomożecie im także coraz głębiej wnikać w tajemnicę komunii, którą w planie Bożym jest Kościół.”


Brat Roger, u źródeŁ radości 

List na rok 2004

Wielu młodych ludzi na całej ziemi pragnie pokoju, komunii i radości.
Są oni także wrażliwi na bezmierne cierpienia niewinnych i wiedzą, że na świecie jest coraz więcej ubóstwa. 1
Nie tylko przywódcy narodów budują przyszłość. Ktoś najbardziej nawet skromny może przyczynić się do tworzenia takiej przyszłości, w której będą panować pokój i zaufanie.
Choćbyśmy byli pozbawieni wszystkiego, Bóg pomaga nam wprowadzać pojednanie tam, gdzie istnieją konflikty, i nadzieję tam, gdzie panuje lęk. Wzywa nas, aby przez to, jak żyjemy, inni ludzie mogli odczuć Jego współczującą miłość. 2
Jeśli ludzie młodzi staną się w swoim życiu źródłem pokoju, w ich otoczeniu rozbłyśnie światło. 3

Spytałem któregoś dnia młodego chłopca, co – jego zdaniem – jest w jego życiu najważniejsze. Odpowiedział: „Radość i dobroć serca.”
Niepokój, strach przed cierpieniem, mogą odebrać radość.
Kiedy radość, zaczerpnięta z Ewangelii, rośnie w nas, przynosi ożywcze tchnienie.
Tej radości nie tworzymy sami, jest ona darem Boga. Nieustannie odnawia ją pełne zaufania spojrzenie, jakim Bóg ogarnia nasze życie. 4
Dobroć serca nie jest naiwna, przeciwnie, wymaga czujności. Może wiązać się z ryzykiem. Nie pozwala gardzić innym człowiekiem. 5
Sprawia, że stajemy się wrażliwi na najbiedniejszych, na tych którzy cierpią, na ból dzieci. Dobroć serca to umiejętność okazania za pomocą wyrazu twarzy, tonu głosu, że każda istota ludzka potrzebuje miłości. 6
Tak, Bóg sprawia, że idziemy przez życie z ukrytą w głębi duszy iskrą dobra, która ma moc rozpalić płomień. 7

Którędy jednak iść do źródeł dobra, radości, a także do źródeł zaufania?
Kiedy zdajemy się na Boga, znajdujemy drogę.
Tak daleko, jak sięga nasze spojrzenie w głąb historii, dostrzegamy rzesze wierzących, którzy wiedzieli, że w modlitwie Bóg daje światło, życie wewnętrzne.
Już przed narodzeniem Chrystusa pewien wierzący człowiek modlił się: „Dusza moja pożąda Ciebie w nocy, duch mój poszukuje Cię w mym wnętrzu”. 8
Pragnienie komunii z Bogiem zostało złożone w ludzkim sercu od niepamiętnych czasów. Tajemnica tej komunii sięga tego, co w człowieku najbardziej intymne, najdalszej głębi istoty ludzkiej.
Możemy więc powiedzieć Chrystusowi: „Do kogo pójdziemy, jeśli nie do Ciebie? Ty masz słowa, które przywracają życie naszym duszom.” 9

Trwanie przed Bogiem w kontemplacyjnym oczekiwaniu nie przekracza naszych ludzkich możliwości.
W takiej modlitwie unosi się zasłona sprzed niewyrażalnej tajemnicy wiary i to, czego nie umiemy wypowiedzieć, staje się adoracją.
Kiedy ostygnie żarliwość i osłabną odczucia, Bóg nadal jest obecny. Nigdy nie jesteśmy pozbawieni Jego współczującej miłości. To nie Bóg trzyma się z dala od nas, to my jesteśmy czasem nieobecni.
Kontemplacyjne spojrzenie dostrzega ewangeliczne znaki w najprostszych wydarzeniach.
Rozpoznaje Chrystusa nawet w człowieku najbardziej opuszczonym. 10
Odkrywa we wszechświecie promienne piękno stworzenia.
Wiele osób zadaje sobie pytanie: czego Bóg ode mnie oczekuje? I właśnie wtedy, kiedy czytamy Ewangelię, zdołamy zrozumieć: Bóg prosi, żebyśmy w każdej sytuacji byli odblaskiem Jego obecności; zachęca nas, abyśmy czynili pięknym życie tych, których nam powierzył.
Kto stara się odpowiedzieć na Boże powołanie i wypełnić je całym swoim życiem, może modlić się tymi słowami:
Duchu Święty, to prawda, że nikomu nie przychodzi łatwo przez całe życie dochować wierności swemu „tak”, Ty jednak przychodzisz rozpalić we mnie ognisko światła. Rozjaśniasz wątpliwości i wahania w chwilach, kiedy „tak” i „nie” ścierają się ze sobą.
Duchu Święty, pomagasz mi godzić się z moimi ograniczeniami. Jeśli coś we mnie jest słabego, przyjdź, aby to odmienić.
I oto doszliśmy do odważnego powiedzenia „tak”, które poprowadzi nas bardzo daleko.
To „tak” jest przejrzystą ufnością.
To „tak” jest miłością większą niż wszystkie inne.

Chrystus jest komunią. Nie przybył na ziemię, by stworzyć jeszcze jedną religię, ale by wszystkim podarować komunię w sobie. 11 Jego uczniowie zostali powołani, by stać się pokornym zaczynem zaufania i pokoju wśród ludzi.
W tej jedynej komunii, jaką jest Kościół, Bóg daje wszystko, by dojść do źródeł: Ewangelię, Eucharystię, pokój przebaczenia... I świętość Chrystusa już nie jest nieosiągalna, jest przy nas, jest blisko.
Cztery wieki po Chrystusie święty Augustyn, chrześcijanin mieszkający w Afryce, napisał: „Kochaj i powiedz to swoim życiem.”
Kiedy komunia między chrześcijanami jest życiem a nie teorią, niesie promienną nadzieję. Więcej jeszcze: może ona być niezbędną podstawą w dążeniu do pokoju światowego.
Jakże więc chrześcijanie mogą jeszcze trwać przy swoich podziałach?
Powołanie ekumeniczne przez wiele lat było bodźcem do ważnych rozmów. Są one zapowiedzią żywej komunii między chrześcijanami. 12
Komunia jest kamieniem probierczym. Rodzi się ona najpierw w samej głębi serca każdego chrześcijanina, w ciszy i miłości. 13
W długiej historii chrześcijan zdarzało się tak, że ich duże grupy któregoś dnia odkrywały, że są odłączone, czasami nawet nie wiedząc dlaczego. Dziś trzeba zrobić wszystko, żeby jak najwięcej chrześcijan, często nie ponoszących winy za podziały, odkryło, że żyją w komunii. 14
Niezliczona liczba osób pragnie pojednania, które sięga do głębi duszy. Pragną oni nieskończonej radości, którą jest: jedna miłość, jedno serce, jedna i ta sama komunia. 15
Duchu Święty, przyjdź i złóż w naszych sercach pragnienie komunii, to Ty nas do niej prowadzisz.

Wieczorem, w dniu Święta Paschy, Jezus towarzyszył dwóm swoim uczniom, którzy szli do wioski Emaus. W tym momencie nie zdawali sobie oni sprawy, że to Jezus idzie z nimi. 16
My także przeżywamy takie okresy, kiedy nie udaje nam się dostrzec, że Chrystus przez Ducha Świętego jest tuż obok nas.
Niestrudzenie nam towarzyszy. Rozjaśnia nasze dusze nieoczekiwanym światłem. I odkrywamy: jeśli nawet są w nas jakieś ciemności, nade wszystko w każdym z nas w tajemniczy sposób On jest obecny.
Spróbujmy zapamiętać to, czego możemy być pewni! Co to takiego? Chrystus mówi do każdego człowieka: „Kocham cię miłością, która się nie skończy. Nigdy cię nie opuszczę. Przez Ducha Świętego zawsze będę z tobą.” 17

1 Pogłębianie życia duchowego nie oznacza zamykania oczu na sytuację współczesnych społeczeństw, przeciwnie, zmusza do zastanowienia. Czy jesteśmy na przykład dostatecznie świadomi, że 54 kraje są dziś biedniejsze niż w roku 1990? Kofi Annan, Sekretarz Generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych, pisał do nas w zeszłym roku z okazji Spotkania Europejskiego w Paryżu: „Jest w świecie tak wielu młodych ludzi pozbawionych perspektyw na przyszłość. Każdy dzień jest dla nich trudną walką z głodem, chorobami, nędzą. Gorzej, wielu żyje w regionach ogarniętych zbrojnymi konfliktami. Powinniśmy zrobić wszystko, żeby przywrócić im nadzieję.”

2 Ukochany papież Jan XXIII pisał: „Wszystkim bowiem, którzy opowiedzieli się za Chrystusem, przystoi jak najbardziej stać się w dzisiejszym świecie jakby iskrami światła, zarzewiem miłości i zaczynem wspólnoty. Osiągną to tym pełniej, im ściślej będą zjednoczeni z Bogiem. Nie będzie pokoju w społeczności ludzkiej, jeśli nie zakorzeni się on głęboko w sercu każdego człowieka.” (Pacem in terris, 1963, 164-165).

3 Paweł apostoł zachęca wierzących, by stawali się „źródłem światła w świecie” (zob. List do Filipian 2, 15-16).

4 Kiedy Pan przybędzie, „pokorni wzmogą swą radość w Panu i najubożsi rozweselą się w Świętym Izraela” (Księga Izajasza 29, 18-19). „Pociesz swoje serce i oddal długotrwały smutek od siebie; bo smutek zgubił wielu i nie ma z niego żadnego pożytku.” (Mądrość Syracha 30, 21-25).

5 W życiu wspólnoty dobroć serca jest wartością nieocenioną. Jest ona chyba jednym z najbardziej przejrzystych odblasków piękna komunii.

6 Dziecko, nawet kiedy jest jeszcze całkiem małe, rozumie, co oznacza dobroć serca matki albo ojca, siostry lub brata. Jest ona przejrzystą prawdą Ewangelii. Dla dziecka tak ważna jest świadomość bycia kochanym, bo daje mu ona na całe życie siłę, by iść dalej i któregoś dnia zrozumieć, że Bóg wzywa nas, żebyśmy my też kochali.

7 Podczas swojego pobytu w Taizé filozof, Paul Riceur, powiedział: „Dobro jest głębsze niż najgłębsze zło. Nawet najbardziej skrajne zło nie jest tak głębokie jak dobro.”

8 Księga Izajasza 26, 9.

9 Kiedy część uczniów odeszła od Chrystusa, spytał apostołów: „Czyż i wy chcecie odejść?” Piotr Mu odpowiedział: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego.” (Ewangelia według św. Jana 6, 67-68).

10 Życie w komunii z Bogiem prowadzi do życia w komunii z innymi ludźmi. Im bardziej bliska jest nam Ewangelia, tym bliżsi stają się inni ludzie. Olivier Clément, teolog prawosławny, napisał: „Im bardziej ktoś jest człowiekiem modlitwy, tym bardziej staje się człowiekiem odpowiedzialności. Modlitwa nie zwalnia od obowiązków tego świata: uzdalnia do większej odpowiedzialności. Nie istnieje nic bardziej odpowiedzialnego niż modlitwa. Ta odpowiedzialność może przybrać konkretną formę obecności przy tych, którzy cierpią z powodu odrzucenia przez ludzi, z powodu ubóstwa – jak to się na przykład dzieje w przypadku tych braci z Taizé, którzy mieszkają w dzielnicach nędzy na innych kontynentach. Stanowi to również dla nas wyzwanie, byśmy byli ludźmi pomysłowymi, twórczymi w różnych dziedzinach, włączając w to ekonomię, cywilizację globalną, kulturę...” (Taizé. Szukanie sensu życia, „W drodze”, Poznań 1999, s. 40).

11 Niemiecki teolog Dietrich Bonhoeffer, kiedy był bardzo młody, miał 21 lat, ukuł takie określenie: „Chrystus istniejący jako wspólnota”. Napisał on też: „w Chrystusie ludzkość rzeczywiście została włączona w Bożą wspólnotę” (Sanctorum communio, Berlin 1930).

12 Prawosławny patriarcha Antiochii, Ignacy IV, zastanawiając się nad powołaniem ekumenicznym, napisał niedawno z Damaszku: „Pilnie potrzebujemy proroczych inicjatyw, aby wyjść z meandrów ekumenizmu, bo obawiam się, że ekumenizm w nich ugrzęźnie. Pilnie potrzebujemy proroków i świętych, aby pomogli naszym Kościołom nawrócić się przez wzajemne przebaczenie.” Patriarcha wzywa, by „postawić język komunii ponad językiem osądu”. W zeszłym roku, przyjmując zwierzchników greckiego Kościoła Prawosławnego, papież Jan Paweł II powiedział: „Wspólnie ze świętymi kontemplujemy ekumenizm świętości, który poprowadzi nas do pełnej komunii. Nie jest ona ani absorpcją, ani fuzją, ale spotkaniem w prawdzie i miłości.”

13 Pojednanie rozpoczyna się od zaraz wewnątrz osoby ludzkiej. Przeżywane w sercu człowieka wierzącego, pojednanie zyskuje wiarygodność i może wprowadzać ducha pojednania w tę komunię miłości, jaką jest Kościół. Ta droga zakłada, że nikt nie zostanie upokorzony.

14 Czy mogłyby się pojawić w Kościele znaki wielkiej otwartości, tak wielkiej, że można by stwierdzić: ci, którzy byli podzieleni w przeszłości, nie są już rozłączeni, żyją w komunii? Pierwszym krokiem w stronę pojednania będzie dostrzeżenie tych miejsc na całym świecie, w których urzeczywistnia się już życie w komunii. Trzeba będzie odwagi, aby to stwierdzić i przystosować się do tego. Teksty powstaną później. Czy uprzywilejowane traktowanie tekstów w rezultacie nie oddala wezwania Ewangelii: pojednaj się z bratem nie zwlekając?

15 Zob. List do Filipian 2, 2.

16 Zob. Ewangelia według św. Łukasza 24, 13-35.

17 Zob. Księga Jeremiasza 31, 3 i Ewangelia według św. Jana 14, 16-18.

 


Brat Roger, Bóg zawsze kocha 

List na rok 2003

Ten list, tłumaczony na 58 języków (w tym 23 azjatyckie), został napisany przez brata Rogera z Taizé i opublikowany z okazji Europejskiego Spotkania Młodych w Paryżu. Będzie czytany i rozważany w ciągu całego roku 2003 podczas spotkań młodych odbywających się tydzień po tygodniu w Taizé lub na całym świecie.

W nowych pokoleniach na całym świecie wielu młodych ludzi zastanawia się i zadaje pytania: czy jest dla nas jakaś nadzieja na przyszłość? Jak od niepokoju przejść do zaufania?

 

Są kraje, gdzie ład społeczny został zachwiany. Wobec stale rozszerzającej się biedy przyszłość ludzkości jest niepewna. Wiele dzieci cierpi, bo tak często pozrywane więzy uczuciowe ranią serca.

 

Czy jednak nie dostrzegamy niepodważalnych znaków nadziei pojawiających się w najbardziej nawet niespokojnych miejscach dzisiejszego świata?

 

Żeby odważnie wypełniać swoje zadanie, dobrze jest pamiętać: Ewangelia niesie wielką nadzieję i w niej możemy odnaleźć radość duszy.

 

Nadzieja jest jak fala światła, która nagle wlewa się w naszą głębię. Bez tej nadziei chęć życia mogłaby zagasnąć.

Gdzie jest źródło nadziei? W Bogu, który tylko kocha (1) i niestrudzenie nas szuka.

 

Nadzieja odnawia się, kiedy z pokorą wszystko powierzamy Bogu. (2)

Jest ona wewnętrzną siłą, która nas wypełnia, taka sama dla wszystkich. Tę siłę daje Duch Święty. On szepcze w naszych sercach: „Z całą prostotą powierz się Bogu, twoja niewielka wiara do tego wystarczy.” (3)

Kim jest Duch Święty? Jest Kimś, kogo Jezus obiecał nam w Ewangelii: „Nigdy nie zostawię was samych, przez Ducha Świętego zawsze będę z wami, On będzie dla was wsparciem i Pocieszycielem.” (4)

Nawet wtedy, kiedy wydaje się nam, że jesteśmy sami, Duch Święty jest przy nas. Jest obecny w sposób niewidzialny, a przecież nigdy nas nie opuszcza. (5) I powoli rozumiemy, że w życiu człowieka najistotniejsza jest ufna miłość.

Zaufanie jest czymś najskromniejszym i najprostszym, a zarazem czymś najbardziej podstawowym.
Kiedy kochamy z ufnością, udaje nam się dawać szczęście naszym bliskim i trwamy w komunii z tymi, którzy żyli przed nami i czekają na nas w Bożej wieczności.

Kiedy czasem nachodzą nas wątpliwości, pamiętajmy, że wątpienie i zaufanie, jak cień i światło, mogą współistnieć w naszym życiu. (6)

Przede wszystkim chcielibyśmy pamiętać kojące słowa Chrystusa: „Nie bójcie się, niech się nie trwoży serce wasze.” (7)
Okazuje się więc, że wiara nie jest efektem jakiegoś wysiłku, jest darem Boga: to Bóg daje nam dzień po dniu przechodzić od wątpliwości do zaufania.

Bóg tylko kocha i Jego współczująca miłość jest źródłem. Oby nadszedł dzień, kiedy będziemy mogli powiedzieć: „Boże miłosierdzia, gdybyśmy nawet mieli wiarę, która góry przenosi, czym bylibyśmy bez Twojej miłości? (8) Tak, Twoja miłość do każdego z nas trwa zawsze.”

 

Jednym z najjaśniejszych przejawów miłości Bożej jest przebaczenie.
Kiedy i my przebaczamy, także nasze życie stopniowo się przemienia.
Odnajdując w przebaczeniu radość, która zdejmuje ciężar z serca, widzimy, że rozprasza się surowość, z jaką traktujemy innych ludzi. Jakże ważne jest, aby surowość ustępowała miejsca bezmiernej dobroci.

Już przed narodzeniem Chrystusa pewien wierzący człowiek tak to wyraził: „Porzuć swój smutek, pozwól, aby Bóg prowadził cię do radości.” (9)
Ta radość leczy ukryte rany duszy. Ona jest w przejrzystym blasku kojącej miłości. Wybuch tej radości przekracza granice naszej istoty. (10)

Jest dziś wielu ludzi, którzy pragną żyć z ufnością i nadzieją. (11)

W człowieku może pojawiać się skłonność do przemocy. Aby na ziemi rosło zaufanie, trzeba zaczynać od siebie: żyć z pojednaniem w sercu, zachowywać pokój z ludźmi z naszego otoczenia.
Pokój na ziemi przygotowujemy, kiedy odważamy się pytać samych siebie: czy jestem zdecydowany na to, by starać się o pokój w swym wnętrzu, o bezinteresowność w życiu? Nawet, jeśli mam bardzo niewiele, czy mogę tam, gdzie żyję, być zaczynem zaufania, okazując innym coraz większą wyrozumiałość?
Czy trwając przed Bogiem w pogodnym oczekiwaniu będziemy wnosić spokój tam, gdzie wybuchają spory? (12)

Kiedy młodzi ludzie decydują się wprowadzać pokój w swoje życie, niosą nadzieję, której światło rozprzestrzenia się coraz dalej i dalej.
W tym momencie historii Ewangelia wzywa nas, by kochać i mówić o tym swoim życiem. To przede wszystkim dzięki temu, wiara staje się wiarygodna dla tych, którzy są wokół nas.
Ta prawda dotyczy również Kościoła, tej tajemnicy komunii, jaką jest Ciało Chrystusa. Wiarygodność, często gubiona, może się odrodzić, kiedy Kościół żyje zaufaniem, przebaczeniem, współczuciem i kiedy przygarnia z radością i prostotą. Wtedy zdoła przekazać żywą nadzieję. (13)

 

Kiedy nasza osobista modlitwa wydaje się uboga, a nasze słowa niezręczne, nie ustawajmy w drodze. (14)
Czy jednym z głębokich pragnień naszych dusz nie jest urzeczywistnianie komunii z Bogiem?
Trzy wieki po Chrystusie pobożny mieszkaniec Afryki, który miał na imię Augustyn, pisał: „Pragnienie, które wzywa Boga, już jest modlitwą. Jeśli chcesz modlić się bez przerwy, nie przestawaj pragnąć...” (15)
Wielka prostota serca podtrzymuje modlitwę kontemplacyjną. Prostota jest źródłem radości. (16) Pozwala ona zdać się na Boga i nie stawiać oporu, kiedy On przyciąga nas do siebie.
Bóg, który pozostaje niewidzialny, nie zawsze mówi językiem słów. Kiedy żyjemy w komunii z Nim, w ciszy podsuwa nam intuicje. (17)

Wydaje się, że cisza w modlitwie niewiele znaczy. A przecież w tej ciszy Duch Święty sprawia, że umiemy przyjąć Bożą radość, która sięga samej głębi duszy.

W modlitwie pełnej prostoty nagle rozumiemy, że Bóg kieruje do nas wezwanie. Jakie wezwanie?
Bóg spodziewa się, że zrobimy wszystko, by nieść radość i pokój. (18)
Czy usłyszymy Boga, kiedy w nas zabrzmią Jego słowa: „Nie zatrzymuj się, odważnie wypełniaj swoje zadanie, oby twoja dusza żyła!”
I wtedy zaczniemy rozumieć, że zostaliśmy stworzeni po to, by zmierzać do nieskończoności, do pełni. I może się zdarzyć, że odkryjemy: czasami właśnie w sytuacjach wymagających wysiłku człowiek staje się w pełni sobą.

Kiedy wzajemnie się wspieramy, (19) kiedy nie pozwalamy, żeby powstrzymywały nas przeszkody, kiedy decydujemy się odważnie wypełniać swoje zadanie, rozumiemy, że ten, kto odpowiada na Boże wezwanie, odnajduje radość serca, a nawet szczęście. Tak, Bóg chce naszego szczęścia. (20)
I wyłania się to, co niespodziewane. Długie, ledwo oświetlone noce minęły. Nawet droga przez ciemności, zamiast nas osłabiać, może nas wewnętrznie umacniać.

Ważne dla nas jest to, by podążać od odkrycia do odkrycia, przyjmować nadchodzący dzień jako Boże dzisiaj, we wszystkim szukać pokoju serca. I życie stanie się piękne... i życie będzie piękne.

 

PRZYPISY:

(1) „Bóg tylko kocha”: to przekonanie wyraził chrześcijański myśliciel z VII wieku, święty Izaak z Niniwy. Doszedł do takiego wniosku po tym, jak długo zgłębiał Ewangelię według świętego Jana i rozważał jego słowa: „Bóg jest miłością” (1 J 4, 8). Bardziej niż kiedykolwiek trzeba dziś o tym przypominać: cierpienie nigdy nie pochodzi od Boga. Bóg nie jest sprawcą zła, nie chce ani nieszczęścia człowieka, ani kataklizmów przyrody, wypadków ani wojen. Dzieli ból tych, którzy zostali ciężko doświadczeni, i uczy nas pocieszać cierpiących.

(2) Zawsze każdy może uczynić swoją tę prostą modlitwę, mówiąc i powtarzając w sercu: „Jedynie w Bogu spokój znajduje ma dusza” (Psalm 62, 2).

(3) W drugim wieku po Chrystusie, człowiek pełen wiary, Ireneusz z Lyonu, miał jasną pewność tej komunii w Bogu. Pozostawił takie zdania: „Chwałą Boga jest człowiek żyjący. Życie człowieka jest kontemplowaniem Boga.”

(4) Zob. Ewangelia wg św. Jana 14, 16-20.

(5) Nawet, jeśli czasami zdarza się, że obecność Ducha Świętego staje się mniej wyczuwalna, zawsze znajdujemy w Nim wsparcie i pociechę, którymi Bóg chce przepoić nasze życie. Czyżbyśmy mogli zapomnieć o obecności Ducha Świętego w nas? Kiedy się na Nim oprzemy, odnajdziemy Go, gdziekolwiek jesteśmy, w domu, w pracy, w życiu wypełnionym działaniem...

(6) Można to dostrzec w Ewangelii, gdzie spotykamy człowieka, który mówi do Chrystusa: „Wierzę”, ale zaraz dodaje: „Zaradź memu niedowiarstwu” (Ewangelia wg św. Marka 9, 24).

(7) Ewangelia wg św. Jana 14, 1.

(8) Zob. List do Koryntian 13, 2.

(9) Zob. Księga Barucha 5, 1-9.

(10) Radość, która zdejmuje ciężar z serca, jest jednym z darów Ducha Świętego w nas (zob. List do Galatów 5, 22). Radość umie się zachwycać. Umie dostrzec przejawy poezji w każdej porze roku, zarówno w dniach pełnych jasności, jak i podczas ściętych mrozem zimowych nocy.

(11) W Piśmie Świętym nadzieja nie jest tworem wyobraźni, jest ona zakorzeniona w obecności Boga, której nigdy nie zabraknie: „Ja mam wobec was – mówi Pan – zamiary pełne pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie” (Księga Jeremiasza 29, 11). Ta nadzieja jest pewnością: „Bo z pewnością przyszłość istnieje, nie zawiedzie cię twoja nadzieja” (Księga Przysłów 23, 18). Nowy Testament idzie jeszcze dalej, kiedy mówi o nadziei, jako o czymś, co właśnie się urzeczywistnia: „nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (List do Rzymian 5, 5).

(12) W ciągu wieków chrześcijanie podzielili się na wiele sposobów. Czy my dzisiaj, nie zwlekając, zrobimy wszystko, aby żyć we wzajemnej komunii? Wezwanie do tego, by chrześcijanie pojednali się między sobą, przez lata przyczyniało się do pogłębiania dialogu oraz wymiany myśli i doświadczeń. Ale samego pojednania nie można odkładać aż do końca czasów. Jak nigdy dotąd pilnie trzeba wejść na drogę, jaką Chrystus otworzył w Ewangelii: „najpierw idź i pojednaj się” (Ewangelia wg świętego Mateusza 5, 24). „Najpierw idź”, mówi Jezus, nie mówi: „Odłóż na później!”

Jest dziś wielu mężczyzn, kobiet, młodych ludzi, głęboko świadomych tego przynaglenia do niezwłocznego pojednania. W marcu 2002 papież Jan Paweł II wzywał do „ekumenizmu świętości, który doprowadzi nas w końcu do pełnej komunii”. Później, w październiku 2002, papież i patriarcha Teoktyst z Rumunii napisali wspólną deklarację, w której podkreślają „swoje zaangażowanie w modlitwę i pracę dla osiągnięcia pełnej widzialnej jedności wszystkich uczniów Chrystusa. Naszym celem i naszym gorącym pragnieniem jest pełna komunia, która nie będzie absorpcją, ale komunią w prawdzie i miłości.”

(13) Czterdzieści lat temu człowiek, który z pewnością najsilniej wpłynął na naszą Wspólnotę z Taizé, papież Jan XXIII, umiał znaleźć słowa, które ponaglają, by nie zatrzymywać się, lecz odważnie wypełniać swoje zadanie, między innymi powiedział takie zdanie: „Kościół woli raczej sięgać po lekarstwo miłosierdzia, niż grozić bronią surowości.”

(14) Wtedy, gdy dla niektórych osób samotna modlitwa jest trudna, piękno modlitwy śpiewanej, nawet w dwójkę lub trójkę, jest niezrównanym wsparciem dla życia wewnętrznego. Dzięki prostym słowom, długo powtarzanym śpiewom, może ona promieniować radością. W Taizé albo podczas spotkań na różnych kontynentach odkrywamy, że wspólna śpiewana modlitwa rozbudza wewnętrzne przyzwolenie na to, by rosło w nas pragnienie Boga i rozwijała się modlitwa kontemplacyjna.

(15) Również święty Augustyn jest autorem takich słów: „Jeśli pragniesz poznać Boga, już uwierzyłeś.”

(16) Bardziej niż kiedykolwiek w centrum naszego powołania, powołania braci, jest szukanie prostoty – prostoty serca i prostoty życia – niezależnie od tego, czy mieszkamy w Taizé, czy w małych kilkuosobowych fraterniach pomiędzy najuboższymi na kontynentach półkuli południowej. Im dalej się posuwamy, tym mocniej pamiętamy o tym, że jesteśmy tylko ewangelicznymi ubogimi. Powtarzamy więc sobie: „Bądźmy ludźmi, którzy słuchają, a nie mistrzami duchowymi!”

(17) Święty Augustyn pisał na temat modlitwy: „Modlić się dużo, to nie znaczy, jak to się czasem wydaje, modlić się wieloma słowami... Usuńmy więc z modlitwy wiele słów i módlmy się dużo w ciszy serca.”

(18) „Jesteśmy wezwani do tego, by pokonywać ograniczenia naszych zamkniętych wspólnot, przekraczać uprzedzenia, wątpliwości, lęki i, tak jak umiemy, świadczyć o Chrystusie zmartwychwstałym, aby spotkać współczesnego człowieka i problemy, które przed nim stają. Nie chodzi o to, by wtopić się w świat, ale by mu pomóc odnaleźć kierunek (...), tak żeby pozwolić każdemu człowiekowi odzyskać wolność i godność.” (Biskup Anastasion z Tirany, prymas Kościoła Prawosławnego w Albanii).

(19) Osamotnienie prowadzi do zniechęcenia i nie pozwala na to, by rozwinęły się dary, jakie każdy z nas otrzymał. Aby wspierać się wzajemnie, od wielu lat proponujemy młodym ludziom udział w „pielgrzymce zaufania przez ziemię”. Pozwala ona odkryć, że z bardzo wielu młodymi ludźmi na całej ziemi łączy nas to samo poszukiwanie Boga, wspólna nadzieja i dopełniające ją działania. Wszystko to odbywa się bez potrzeby tworzenia ruchu skupionego wokół Wspólnoty z Taizé.
(20) W trudnych doświadczeniach naszego życia powoli uświadamiamy sobie, że źródłem radości nie są ani cenione uzdolnienia, ani wielkie ułatwienia, ale pokorne oddanie siebie samego po to, by sercem pełnym dobroci rozumieć innych ludzi. W naszym życiu zawsze czeka nas radość wtedy, kiedy prostota łączy się z dobrocią serca.

 


NASZE WSPOMNIENIA - Paryż 2002/2003:


Krzysiek Kruszyński:

Europejskie Spotkanie Młodych w Paryżu było dla mnie ciągłym przekraczaniem bram kościołów, zabytkowych budowli, hal spotkań, stacji metra. Przekraczaniem bram dobrze przygotowanej parafii i domu tej rodziny, która tak serdecznie nas ugościła. Wreszcie przekraczaniem tej najważniejszej, choć trudnej bramy nadziei, zaufania i pokoju, która – jak mówił brat Roger – ma swoje źródło w Ewangelii.


Maja Ludwig:

Patrząc z perspektywy kilku dni mogę powiedzieć o Spotkaniu Młodych, że był to wspaniały czas spotkania Boga, drugiego człowieka, a przede wszystkim samej siebie. Swoisty rytm tych dni sprawił, że mogłam się zastanowić nad sprawami mijającego roku. W ciszy i w kanonach moje sumienie odnajdywało właściwe fale. W uszach jeszcze szumi mi gwar rozmów i śpiewów w metrze, przed oczyma mam zatłoczone Pola Elizejskie, a w sercu rodzinę, która otworzyła przede mną swój dom. Po powrocie pytałam siebie, czy prawdziwi byli ci ludzie pełni żaru i marzeń, wychowani w różnych kulturach, a jednak tak podobni do siebie. Teraz mogę już tylko powiedzieć za ks. J. Twardowskim: „Potem cisza normalna, więc całkiem nieznośna”.


Tomek Bystrzycki:

Spotkanie Młodych w Paryżu było dla mnie przeżyciem bardzo ciekawym, tym bardziej, że uczestniczyłem w czymś takim po raz pierwszy. Mile zaskoczyła mnie dobra organizacja całego spotkania, tzn. noclegów, wyżywienia, bezpieczeństwa oraz modlitw. Biorąc udział we wspólnych modlitwach południowych i wieczornych, mogłem zaczerpnąć duchowości braci z Taizé, zaś w czasie porannych spotkań w małych, międzynarodowych grupach mogłem usłyszeć świadectwa aktywnych chrześcijan z Francji. Był to dla mnie czas ubogacenia duchowego, intelektualnego, kulturowego i towarzyskiego, także ze względu na możliwości poznania wielu ludzi z różnych krajów Europy.


ks. Radek Chałupniak:

NIEZWYKŁE DOŚWIADCZENIE JEDNOŚCI
25. Europejskie Spotkanie Młodych w Paryżu 2002/2003

Pod koniec każdego roku wspólnota braci z Taizé z Francji organizuje modlitewne spotkania dla młodych ludzi z całej Europy. W dniach 28 grudnia 2002 do 1 stycznia 2003 takie wydarzenie miało miejsce w Paryżu i w regionie paryskim. „Europejskie Spotkanie Młodych” było kolejnym etapem tzw. „Pielgrzymki zaufania przez ziemię”.

Pierwsze tego rodzaju spotkanie odbyło się 25 lat temu – w 1978 roku również w Paryżu. Do stolicy Francji młodzi z Europy wracali jeszcze w latach 1983, 1988 i 1994. Wśród innych miast, które ugościły młodych pielgrzymów znalazły się także: Barcelona (1979, 1985, 2000), Rzym (1980, 1982, 1987), Mediolan (1998), Londyn (1981, 1986), Wiedeń (1992, 1997), Kolonia (1984), Monachium (1993) i Stuttgart (1996). Od roku 1989 bracia zaczęli zapraszać młodych także do miast Europy Środkowej: do Pragi (1990), do Budapesztu (1991, 2001) i trzy razy do Polski: do Wrocławia (1989, 1995) i do Warszawy (1999). Miejsce kolejnego spotkania będzie znane w kwietniu.

Na spotkanie do Paryża przyjechało 28 tysięcy Polaków, 20 tysięcy Francuzów, 6 tysięcy Włochów i mniej liczne grupy ze wszystkich krajów europejskich. Niektórzy żartowali, że jest to wielkie spotkanie Polaków z resztą Europy. W sumie było nas około 80 tysięcy.

Z Opola do Paryża wyjechało około 350 osób. W ramach przygotowań od ubiegłego października odbywały się spotkania w czterech punktach: w obu działających w Opolu duszpasterstwach akademickich – RESURREXIT i XAVERIA­NUM, w parafii bł. Czesława i św. Józefa. Z diecezji opolskiej w paryskim spotkaniu brały udział grupy z Raciborza, Zdzieszowic, Kluczborka, Zawadzkiego, Nysy, Krapkowic, Strzelec Opolskich, Kędzierzyna-Koźla, Chróścic i Olesna. Grupom towarzyszyło kilkunastu duszpasterzy i kleryków.

W miesiącach poprzedzających spotkanie bracia z Taizé oraz liczni młodzi wolontariusze przygotowywali gościnę dla tysięcy pielgrzymów. Podczas samego spotkania można było spotkać wielu ochotników, którzy z pomarańczowymi opaskami na rękawach pomagali przy rozdzielaniu żywności, kierowaniu ruchem i sprzątaniu hal. Ich zaangażowanie było piękną ilustracją słów brata Rogera z listu, który skierował do młodych: „Jest dziś wielu ludzi, którzy pragną żyć z ufnością i nadzieją”. Paryskie spotkanie mogło się odbyć dzięki pracy, radości i entuzjazmowi ludzi młodych.

Z okazji spotkania papież Jan Paweł II, prawosławni patriarchowie Konstantynopola i Moskwy, a także inni pasterze Kościołów przesłali uczestnikom specjalne listy. Sekretarz generalny ONZ Kofi Annan napisał m.in.: „W świecie, w którym zdaje się czasem, że nietolerancja zdobywa co dzień coraz więcej miejsca, wasze spotkanie stanowi mocne przesłanie tolerancji i solidarności. (…) Każdy z nas ma jakąś rolę do odegrania”. Spotkanie było dla nas piękną okazją do spojrzenia na własne życie. Wielu uczestników wyjeżdżało z Paryża z wielką chęcią zaangażowania się w konkretne dzieła na rzecz innych. Bracia wielokrotnie przypominali o tym, że każdy może przenieść doświadczenie spotkania w środowisko, w którym żyje na co dzień. Podkreślali, by nie tylko brać, ale by także dawać, dzielić się tym, co się ma, nawet jeżeli jest tego niewiele. Ta myśl tym wyraźniej docierała do nas, im więcej doświadczaliśmy wokół ludzkiej życzliwości, pomocy i gościnności. Paryż był jakby innym miastem. Oczarował nas nie tylko pięknem kościołów, kamienic i placów, ale przede wszystkim niezwykłą serdecznością i dobrocią samych mieszkańców, jak i tych, którzy przyjechali tu z różnych krajów.

Niektórzy uczestnicy spotkania zostali przyjęci przez rodziny, inni znaleźli zakwaterowanie w szkołach i w klasztorach. Przez cztery dni każdego ranka w parafiach, które nas gościły, gromadziliśmy się na wspólną modlitwę i spotkanie w małych międzynarodowych grupach. Później metrem i autobusami dojeżdżaliśmy z różnych, nieraz odległych parafii do wielkich hal wystawowych Paris Expo na Porte de Versailles, które zostały na ten okres przekształcone w miejsca modlitwy. Olbrzymie hale były udekorowane pomarańczowymi płótnami, na tle których zawisły wielkie malowidła i witraże inspirowane witrażami z katedry w Chartres. Niezwykłą atmosferę tworzyły tysiące małych lampionów rozpalanych na czas spotkań. Dwa razy dziennie, w południe i wieczorem, zbieraliśmy się na modlitwę prowadzoną w 23 językach. Do wspólnej modlitwy przyłączył się także kardynał J.M. Lustiger, arcybiskup Paryża. Brat Roger, założyciel Taizé, pojawiał się w halach w otoczeniu dzieci i za każdym razem z niespotykanym ciepłem dzielił się z nami swoimi przemyśleniami. Modlitwa przeplatana kanonami, czyli krótkimi powtarzanymi w śpiewie wersetami w różnych językach, składała się z tekstów biblijnych, ciszy i adoracji krzyża. Po wieczornych modlitwach każdy, kto chciał, miał możliwość, by podejść bliżej krzyża, osobiście się pomodlić, położyć swoje czoło na krzyżu i powierzyć Jezusowi swoje troski.

Spotkania tematyczne, organizowane po­południami w różnych punktach Paryża, umożliwiały nam refleksję nad źródłami wiary oraz nad osobistym zaangażowaniem w sprawy dotyczące życia naszych miejscowości, parafii, wspólnot i miejsc pracy. Około dwudziestu proponowanych tematów łączyło się w trzy sprawy: 1. Życie wewnętrzne i poznanie Boga; 2. Podejmowanie odpowie­dzialności za ważne sprawy ludzkości; 3. Piękno jako droga do Boga (sztuka i muzyka). „Rzecz w tym – jak komentował jeden z braci z Taizé - aby zachęcić młodych, by u siebie, w swoich środowiskach, byli twórczy we wszystkich tych dziedzinach”.

W obliczu otaczającego nas świata i zagrożenia wojną z wielką mocą brzmiały słowa brata Rogera, który napisał w swoim liście: „Aby na ziemi rosło zaufanie, trzeba zaczynać od siebie: żyć z pojednaniem w sercu, zachowywać pokój z ludźmi z naszego otoczenia. Pokój na ziemi przygotowujemy, kiedy odważamy się pytać samych siebie: czy jestem zdecydowany na to, by starać się o pokój w swym wnętrzu, o bezinteresowność w życiu? Nawet, jeśli mam bardzo niewiele, czy mogę tam, gdzie żyję, być zaczynem zaufania, okazując innym coraz większą wyrozumiałość?” Te pytania zabieraliśmy do naszych domów.

W moim sercu pozostało ciepłe wspomnienie tysięcy młodych ludzi zebranych na modlitwie w halach. To dla mnie jest zawsze niezwykłe przeżycie, choć na spotkaniu byłem już po raz dziesiąty. Za każdym razem, kiedy po zaśpiewaniu kilku kanonów i wysłuchaniu fragmentu biblijnego któryś z braci zapowiada, że będziemy naszą modlitwę kontynuowali w ciszy i tłum rzeczywiście milknie, mam wrażenie, że są to chwile, które warto przeżyć, chwile modlitewnej jedności przed Bogiem.

W sylwestrowy wieczór mały chłopczyk chodził pomiędzy rozmodlonymi ludźmi i wręczał im list brata Rogera zatytułowany „Bóg zawsze kocha”. Prostota i odwaga tego chłopca są dla mnie wielkim wyzwaniem, by w sobie samym odnaleźć tę śmiałość wychodzenia z dobrym słowem do drugiego człowieka, dzielenia się z nim radością Dobrej Nowiny. Te modlące się tłumy i na ich tle ten mały chłopiec pozostaną dla mnie pięknym wspomnieniem paryskich dni.

Na koniec jeszcze zaproszenie skierowane do ludzi młodych, szczególnie studentów i maturzystów. Przygotowaniem do wyjazdu do Taizé oraz do kolejnych Spotkań Młodych jest modlitwa ze śpiewem kanonów prowadzona przez Duszpasterstwo Akademickie RESURREXIT w środy o godz. 18.15 w kościele seminaryjno-akademickim przy ul. Drzymały 1a w Opolu. W imieniu studentów zapraszam serdecznie do wspólnej modlitwy i medytacji!