Witaj w Duszpasterstwie Akademickim RESURREXIT

Aktualności

Spotkania

Historia

Wolontariat

Kawiarenka

Aerobik

O RESURREXIT

Taize

"Górka"

Teksty

śpiewnik

Teatr

Ewangelizacja

Modlitwa

Oaza

Linki

Poczta

XAVERIANUM

 

ADORACJA
Najświętszego Sakramentu

CZAS JEZUSA - CZAS DLA JEZUSA - CZAS TWOJEJ OSOBISTEJ MODLITWY

Od poniedziałku do czwartku od 18.00 do 19.00 w kościele seminaryjno-akademickim w Opolu
przy ul. Drzymały 1.

W środy modlitwa ze śpiewem kanonów* (godz. 18.15).

* W czasie Spotkania Młodych w Budapeszcie (2001/02) została podjęta propozycja, by nasze środowe adoracje połączyć z modlitwą z kanonami z Taizé. Szczególnie ważne jest to dla tych, którzy podczas wakacji chcieliby odwiedzić tę małą, francuską wioskę, a także dla osób, które pragną w przyszłym roku wyjechać na kolejne Spotkanie Młodych. Zapraszamy na tę modlitwę w intencji pokoju, prostoty i zaufania!


Różne teksty na temat adoracji (zapraszamy do lektury):


Wywiad z ojcem Marie-Jacques

Adoracja jest miłością


Czy można nauczyć się modlić? Jak się można nauczyć modlitwy, gdy już jest się dorosłym, bez doświadczenia w tej dziedzinie albo przy obciążeniu złymi stereotypami (np. z dzieciństwa)?

- Modlitwa jest życiem wewnętrznym naszego serca, naszej duszy w obliczu Boga. Jak w każdym życiu, nie ma tu więc żadnej „metody”, są tylko małe ścieżki pozwalające wchodzić w modlitwę coraz bardziej osobistą, coraz głębszą i coraz bardziej Bożą, teologalną. Pierwszą osobą, która uczyła nas, jak się modlić, często jest nasza matka; uczyliśmy się modlitwy patrząc, jak ona się modli. Czym innym jest modlitwa ustna, a czym innym modlitwa wewnętrzna. Modlitwa ustna przybiera różne formy i każdy dość szybko może zacząć ją odmawiać, przeżywać. Aby jednak wejść w modlitwę wewnętrzną, a zatem bardziej osobistą, będącą wewnętrznym spotkaniem z Jezusem, warto obierać ścieżki, które nie są żadnymi metodami, lecz bardzo prostymi drogami do życia wewnętrznego. Ewangelia nam pokazuje, że to spotkanie jest bardzo proste - „Nauczycielu – gdzie mieszkasz?”, „Chodźcie, a zobaczycie” (J 1, 38 n.) – i dokonuje się w wierze, nadziei i miłości do Jezusa, do Ojca, do Ducha Świętego, do Matki Bożej.

Zasadniczym sposobem wejścia w bardziej wewnętrzną modlitwę jest adoracja. Myślę, że adoracja wszystko upraszcza. W gruncie rzeczy, modlitwa wewnętrzna to życie bardzo proste, pełne miłości. Człowiek czuje się znacznie swobodniej w tym, co jest złożone, a sprawy Boże są bardzo proste. To po prostu miłość. Aby wyprostować nasze sposoby modlitwy, które nas tłamszą lub uniemożliwiają wejście w życie wewnętrzne, sprawowanie cnót teologalnych obejmujące adorację powinno być dla nas szczególnym sposobem wejścia w modlitwę bardzo Bożą, bardzo wewnętrzną. Warto czynić akty wiary, akty nadziei, akty miłości do Jezusa. Potrzebujemy reedukacji, gdyż w dzisiejszym świecie nasza wola w znaczeniu zdolności do miłowania została bardzo słabo rozwinięta; rozwinięta została przede wszystkim umiejętność skutecznego działania. Musimy umacniać tę zdolność woli do miłowania, gdyż miłość duchowa jest miłością płynącą z woli. Sprawowanie cnót teologalnych jest bardzo proste: czyńmy wewnętrzne akty woli wobec Jezusa: „Jezu, wierzę w Ciebie, Jezu, kocham Cię”. Jeśli w tych aktach całkowicie oddamy siebie, rozwiną one cnoty teologalne, a to znaczy, że rozwiną naszą zdolność do daru. A gdy ta zdolność będzie większa, kolejne akty będą mocniejsze. Myślę, że właśnie na tym polega bardzo prosta, pełna miłości „mała droga” św. Teresy.

W tych aktach budzi się radykalna dobra wola – Jezus mówi o niej jako o „narodzinach z Ducha” – i pragnienie, by zachować w miłującej wierze wszystkie słowa Jezusa. Wybieramy jedno słowo, na przykład: „Jestem chlebem życia”; gdy powtarzamy je sobie w myśli, stawia nas ono w obecności Jezusa, który do nas mówi, który daje nam to słowo, a ono pozwala naszemu aktowi wiary żyć osobą Jezusa jako chlebem życia, ponad słowem. Duch Święty bierze w posiadanie naszą wiarę, która chce żyć tym słowem, i prowadzi ją do bliskości z osobą Jezusa, obecnego w taki czy inny sposób.

Modlitwa wewnętrzna jest więc wspólnym dziełem z Duchem Świętym, który nas jednoczy z Sercem Jezusa. Jest więc ona darem z góry, narodzinami z góry, ale trzeba się do niej przygotować. Usilnie prośmy o obecność Maryi, aby koiła w nas wyobraźnię (sfera wyobraźni jest fałszywym życiem wewnętrznym). Wiele mówi Ojciec o adoracji. Co to jest? Jak adorować Boga w dzisiejszym świecie, gdy reklama uczy nas „adorowania” przedmiotów (nawet produktów spożywczych), a kultura – adorowania idoli? Jak oczyszczać naszą wyobraźnię i pragnienia?

Dzisiejszy świat już w ogóle nie wie, czym jest adoracja, i błędnie używa słowa „adorować” w odniesieniu do innych aktów niż akt należny wyłącznie Bogu, co jest przejawem zupełnego braku szacunku. Adorować można tylko Boga. Gdyby dzisiejszy świat bardziej żył adoracją, nie używałby bezmyślnie słowa „adorować”. Adoracja jest pierwszym, najbardziej radykalnym aktem stworzenia jako takiego, które odpowiada swemu Bogu, które uznaje, że Bóg jest jego Stwórcą i że aktualnie stwarza jego duszę. Jest to więc akt miłości, i to bardzo radykalnej, a zarazem jest to najbardziej podstawowe dziękczynienie Bogu za Jego pierwszą miłość, która jest miłością stwórczą. Bóg aktualnie stwarza naszą duszę w niepowtarzalnym i osobowym akcie. A my uznajemy tę naturalną, pierwszą miłość Boga do nas; jej owocem jest aktualne istnienie naszej duszy. Akt ten pozostaje aktualny, gdyż jest wieczny. Gdyby Bóg przestał nas stwarzać, powrócilibyśmy do niebytu. Bóg tego nie robi, gdyż byłoby to sprzeczne z Jego mądrością. Istnienie naszej duszy zależy aktualnie od tego aktu stwórczego, od tej pierwszej, radykalnej miłości. Akt adoracji pozwala nam więc być radykalnie prawdziwymi wobec Boga, gdyż uznajemy, czym rzeczywiście jesteśmy – aktualnie jesteśmy w radykalnej zależności od Boga w naszym bycie. Pod wpływem takich filozofii, jak filozofia Feuerbacha, istnieje dzisiaj wielkie pomieszanie pojęć bytu i życia, i to wyjaśnia, dlaczego ludzie już nie chcą uznać adoracji. O ile w porządku naszego życia mamy autonomię, to w porządku naszego bytu jesteśmy radykalnie i aktualnie zależni od naszego Stwórcy.

Jak adorować Boga dzisiaj? Myślę, że jeśli wewnętrznie, osobiście żyjemy adoracją, to ona radykalnie nas oczyszcza. Szczególnym owocem tego aktu adoracji jest wewnętrzne oczyszczenie naszego serca i umysłu ze wszystkiego, co pochodzi z wyobraźni i ze wszystkiego, co nie jest w naszym życiu całkowicie prawdziwe.

Adoracja to akt przede wszystkim ludzki, a nie chrześcijański. Każdy człowiek powinien adorować, aby być w pełni człowiekiem. W adoracji rodzi się religijny wymiar człowieka, który dąży do Boga. Jezus nie przekreśla tej adoracji. Przynosi nową adorację, która jest adoracją Jego Serca w duchu i w prawdzie, pod tchnieniem Ducha Świętego. Chrześcijańska adoracja w duchu i w prawdzie jest nie tylko adoracją Boga jako Stwórcy, ale jest synowską adoracją Ojca Stwórcy.

Czym się różni adoracja od medytacji?

Adoracja jest naturalną miłością stworzenia jako takiego, które korzy się przed swym Bogiem Stwórcą i ojcem swej duszy. Jest więc miłością. Jest najbardziej radykalną miłością w sercu człowieka, a zarazem jest najbardziej fundamentalnym, naturalnym aktem religijnym ludzkiego serca. Głębszym, bardziej radykalnym aktem niż uwielbienie, niż modlitwa próśb, niż dziękczynienie, które też są aktami naturalnymi. Medytacja nie jest miłością, lecz dziełem intelektualnym, aktywnością umysłu. W naszym życiu chrześcijańskim mamy chrześcijańską adorację Ojca Stwórcy, którego adorujemy wraz z Jezusem, i mamy też medytację Słowa Bożego. Może ona przybierać bardzo różnorodne formy. Istnieje medytacja o charakterze uczuciowym, ale istnieje też medytacja bardzo teologiczna, w której cały nasz umysł w swym filozoficznym realizmie służy naszej wierze, próbując pojąć światło zawarte w Słowie Bożym. Adoracja i medytacja to dwie różne i uzupełniające się nawzajem aktywności naszego życia chrześcijańskiego.

Jak (czy…) można nieść kogoś w modlitwie? Zdarza się, że łatwo komuś obiecujemy modlitwę. Jak być wiernym tej obietnicy, a jednocześnie nie patrzeć na zewnętrzne owoce naszych modlitw?

Niesienie kogoś w modlitwie to postawa nadprzyrodzona, wynikająca z tajemnicy miłości braterskiej, związanej z kapłaństwem Jezusa. Kapłaństwo wiernych nadaje cel kapłaństwu służebnemu. Kapłaństwo służebne jest dla kapłaństwa wiernych. Kapłaństwo wiernych jest pewnym wymiarem chrześcijańskiej miłości, która polega na tym, by w miłości podejmować odpowiedzialność za tych, których Bóg stawia obok nas. Nieść kogoś w modlitwie, to na modlitwie z Jezusem i w Jezusie żyć odpowiedzialnością wobec Ojca, stawać przed Ojcem dla tego, kogo Bóg postawił na naszej drodze. Stawać przed Ojcem z bliźnim, który jest obecny w naszym sercu dzięki tajemnicy chrześcijańskiej miłości braterskiej. Ofiarować siebie wraz z Jezusem za bliźniego. Należy więc to rozumieć w sposób bardzo Boży, jako pewien wymiar kapłaństwa wiernych, a nie w sposób psychologiczny, jako chęć zapewnienia czegoś nazbyt ludzkiego. Boży owoc, Boża płodność jest zupełnie czymś innym niż widzialna skuteczność. Trzeba stale ufać, że gdy niesiemy kogoś w modlitwie, to zawsze przynosi ona owoc związany z Krzyżem Jezusa, że nawet jeśli nie widzimy skutków, to nasza modlitwa przynosi Boży owoc dzięki płodności i skuteczności tajemnicy Krzyża.

Wszyscy mówią o miłości; łatwo się nadużywa słynnego powiedzenia św. Augustyna: „Kochaj i rób, co chcesz”, wiele się mówi o Bożym miłosierdziu, aby usprawiedliwiać grzechy i błędy. Inni z kolei mówią wyłącznie o Bożej sprawiedliwości. Jak w tym znaleźć „złoty środek”, a jednocześnie nie popaść w złudzenie?

Po pierwsze, miłość przybiera różne kształty. Już z ludzkiego punktu widzenia, czym innym jest miłość duchowa, która wypływa z woli i ukierunkowuje na osobę drugiego człowieka, a czym innym jest miłość zmysłowa, uczucie, które ukierunkowuje na jakieś dobro zmysłowe. Wreszcie, istnieje miłość instynktowna. W porządku naturalnym, w porządku ludzkiej miłości, kochamy wszystkim, czym jesteśmy; miłość duchowa obejmuje więc miłość zmysłową. Miłość ta staje się jednak coraz bardziej duchowa, jeśli jej wymiar duchowy rzeczywiście jest coraz bardziej na pierwszym miejscu, a aspekt zmysłowy nie jest lekceważony, ale zostaje przekroczony. W Bożym porządku miłość nie jest ukierunkowana przede wszystkim na osobę ludzką drugiego człowieka, lecz jest miłością Bożą - teologalną cnotą miłości, która ukierunkowuje nas bezpośrednio na Boga. Kiedy więc kocham mojego brata po Bożemu, w miłości braterskiej, to kocham w nim Boga, kocham w nim Jezusa.

Miłosierdzie Boga jest wymiarem ojcowskiej miłości Boga i kapłańskiego Serca Jezusa do nas, gdyż podejmuje nasze biedy i słabości, posługuje się nimi, aby bardziej dawać nam Siebie. Ale uwaga: czym innym jest wewnętrzna postawa wtedy, gdy już upadliśmy, czyli gdy grzech istnieje. Wtedy nie należy się zniechęcać, z ufnością chrońmy się w miłosierdziu Jezusa wobec grzechu, który już został popełniony. Natomiast z punktu widzenia naszej intencji, uprzedniej wobec wszelkich uczynków, Bożego miłosierdzia nie należy wykorzystywać do tego, by dawać sobie całkowitą swobodę upadania. Byłoby to nadużywaniem Bożego miłosierdzia, które jest dane darmo temu, kto uznaje swe ubóstwo i temu, kto upadł.

Sprawiedliwość i miłosierdzie Boże? W naszym życiu tylko Bóg może być nieskończenie miłosierny; my zawsze wymagamy sprawiedliwości od dzieł i od wspólnot, za które ponosimy odpowiedzialność. Jednakże w stosunku do osób, czyli w wymiarze osobistym, miłosierdzie musi stać na pierwszym miejscu, przed sprawiedliwością. Aby jednak świadczyć komuś miłosierdzie, musi istnieć współpraca. Miłosierdzie mogę okazać tylko komuś, kto o nie prosi, czyli uznaje swe ubóstwo. Dlatego jeśli oczekujemy od Boga sprawiedliwości, otrzymujemy sprawiedliwość. W Bogu istnieje sprawiedliwość wobec nas, ale Ojciec jako Ojciec nie może zadowolić się sprawiedliwością. Chce nam okazywać miłosierdzie, ale jest to możliwe tylko wówczas, gdy uznamy nasze ubóstwo. I tu przeszkodą okazuje się pycha, która sprawia, że nie chcemy uznać naszego ubóstwa, naszego upadku, i dlatego nie prosimy o miłosierdzie. Miłosierdzie Ojca jest nam dane przez Serce Jezusa. Wymiar sprawiedliwości nie zostaje przekreślony, ale przekroczony. Jak mówi Pismo, sprawiedliwość i miłosierdzie ucałowały się pod Krzyżem [por. Ps 85, 11]. Nie należy więc lekceważyć sprawiedliwości, ale nie można się na niej zatrzymywać, zwłaszcza w odniesieniu do osób. Pokazuje nam to ósmy rozdział Ewangelii św. Jana: Jezus wobec Samarytanki. Nawet z ludzkiego punktu widzenia sprawiedliwość nigdy nie jest czymś ostatecznym, lecz wyrasta z miłości i zmierza do miłości. A z Bożego punktu widzenia, Boże miłosierdzie nie przekreśla poszanowania sprawiedliwości, ale ją przekracza i przemienia.


Danuta Bubel

ADORACJA

W Nowym Testamencie pojęcie chwały Bożej zachowuje centralne znaczenie. Człowiek uwielbia Boga i oddaje Mu cześć na świadectwo całej ziemi. Uwielbieniem Boga jest także sławienie przymiotów Odwiecznego Syna i Ducha. Wysławiamy Boga za to Kim jest. Przez (Chrystusa) składamy Bogu ofiarę czci ustawicznie, odpowiadając ludziom jak wspaniałe jest Imię Jego (Hbr 13:15). "A my poznawszy Boga, starać się będziemy, abyśmy Go lepiej poznali". Śpiewajmy Mu na osobności, z pochylonym czołem lub w kościele klęcząc na kolanach.

Wielki, uniwersalny Kościół Chrystusowy błogosławi i wielbi Boga Ojca stworzyciela i dawcę zbawienia w Synu Bożym, przez Ducha, który udziela nam przybranego synostwa. Adorować kogoś , to znaczy zagubić się w zachwycie. "Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa; On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich - w Chrystusie. Jego błogosławieństwa objawiają się w słowie i darach. Jemu tylko, odtąd, aż na wieki należy się dziękczynienie i adoracja, jako naszemu Stwórcy i Zbawicielowi.

Adoracja to oddawanie Bogu czci i uwielbienia, chociaż wyraża się nie tylko w postaci słów, ale niejako poza słowami ponieważ jest stanem duszy. Brak zakochanych w Bogu ludzi stanowi głęboki kryzys Kościoła. Nie wystarczą formy w postaci gestów lub innych znaków utożsamiających oddanie Najwyższemu boskiego szacunku. W znaczeniu religijnym jest to akt czci człowieka odczuwającego swoją zależność i niższość , nawet jakby nicość.

Podobnego gestu zażądał Jehowa od Mojżesza, zalecając mu zdjęcie butów, co miało oznaczać obnażenie się duchowe wobec gorejącego świętością Boga Izraela. Nie wystarczy więc znak ostrzegawczy sumienia, przypominają nam o nienaruszalnej świętości Boga, ponieważ wpływ nawet wrażliwego sumienia można osłabić.

Adoracja jest postawą stworzenia - wywyższaniem Boga i pomniejszaniem siebie. Dzięki tej postawie duchowej patriarcha pojął, że człowiek podejmuje dialog z Bogiem w postaci gestu- dobrowolnego uniżenia się , gdy pada na twarz w swojej zupełnej bezradności, albo wznosi ręce do nieba, oczekując że "siła z góry" uzupełni niewydolność ludzkiej interwencji.

Kiedyś Mojżesz wstawiał się za armią żydowską, wznosząc ręce ku niebu. Podnoszenie czystych rąk w górę miało znaczyć, że duchowy pośrednik ma czyste intencje w modlitwie wstawienniczej, ale również oznaczało oddanie czci, uwielbienia i gotowość na wysłuchaną, zwykle nagłą prośbę.

Do takiej właśnie modlitwy gestu, zachęca nas największy poeta Biblii Dawid, pisząc:

"O, pójdźmy się kłaniajmy, klękajmy, padajmy tuż przed Panem swym".

Chwała jest językiem nieba. Osłabienie wrażliwości człowieka na adorację prowadzi do schyłku duchowego. Wszak wielkie zastępy aniołów nieustannie chwalą Boga i ustawicznie przebywają u stóp Jego tronu, tylko dla Jego uwielbienia i chwały.

Kościół dzisiejszy nie tylko w domach i podczas nabożeństwa jest chłodny, statyczny. Zatracił wizję Wielkiego Boga, godnego uniżenia. Staje się już leniwy w kornej modlitwie nie pada na kolana. Starotestamentowa adoracja w sensie duchowym zachęcała aby pochylić się, zgiąć się ku ziemi, rzucić się na kolana przed Bogiem, ale nie była pozą, ponieważ wskazywała na wewnętrzną postawę uniżenia się przed Jahwe z uznaniem Jego wielkości i władzy.

Adoracja jest także skuteczną bronią. Pamiętajmy o triumfalnym pochodzie orkiestry dętej, której jedynym celem była codzienne skupianie się na oddawaniu czci Bogu pod murami pogańskiego Jerycha, gdzie z zapamiętaniem grali na chwałę Jahwe! (Żydzi do dzisiaj są najwybitniejszymi muzykami w światowych filharmoniach). Nic tak nie krępuje, wiąże i obezwłania planów Szatana, jak publiczne, głośne i entuzjastyczne oddawanie czci i uwielbienia naszemu Stworzycielowi i Panu.

Bowiem wyzwala to w głębi sumienia, nie tylko niewyczerpalne błogosławieństwo Boże, lecz również powoduje wycofanie się z miejsc obronnych zastępów diabła. Stoimy bowiem wobec nadludzkiego zmagania się między złem, a dobrem - autorytetem Boga, czy też diabła. W czasie uwielbiania Boga następuje zmiana nie tylko w nas samych, lecz także w całym otoczeniu, a równocześnie powstaje panika w armii wroga. W modlitwie uwielbiającej jesteśmy wciągnięci w walkę, a żołnierz Chrystusa nie może uchylać się od tego obowiązku.

Żydzi pierwsi wnieśli w tradycję narodu uroczysty hołd Stwórcy. To krzepiło ich ducha i umacniało wspólnotę; uwielbiali zatem swego Boga, zarówno osobiście jak i społecznie. Ewangelia życia zawiera w sobie to wszystko, co ludzkie doświadczenie mówi o Bogu - często dopełnia się w muzyce.

Izraelici Boży Majestat wywyższali przy wtórze trąb, cymbałów i innych instrumentów muzycznych; śpiewali, że jest Bóg dobry i na wieki trwa miłosierdzie Jego. Wtedy świątynia napełniała się obłokiem chwały, jawnej i namacalnej obecności Bożej. Żydzi czcili i uwielbiali Jedynego Boga wobec pogańskiego otoczenia. Dawid zachęca do adoracji Boga wszystkie narody ziemi, co zgodnie z nim podkreślali prorocy (Iz 2:2-3; 24:13; 45:20-25; Ps 21:28).

W religiach starożytnych ówczesnego świata adoracja często wyrażała się w klękaniu, pokłonach, nawet pocałunku. Świadczy o tym etymologia słowa "labinu appa" (rzucanie się na ziemię ), hebr. "hisztachawach" (padać na ziemię ) i gr." proskynein" (przekazywać pozdrowienie, całować ). Takie znaki-gesty poparte były zazwyczaj słowami wyrażającymi bojaźń, zdumienie i służebną postawę wobec Boga , odnoszące się do Jego świętości.

Eliasz na Karmelu wtulił twarz między kolana w modlitwie wstawienniczej. Judasz w wyrazie sarkazmu i ironii zdradził Jezusa, pocałunkiem czci boskiej. Wreszcie Tomasz zapragnął znaku, chciał się dotknąć Zmartwychwstałego Chrystusa.

Trzeba jednak uważać, aby forma nie zabiła treści i np. kultyczna adoracja, którą okazywał Bogu człowiek starotestamentowy, poparta była aktywną czcią życia zgodnego ze słowami Chrystusa. My też dzisiaj , prywatnie w zaciszu domowym - padnijmy na twarz przed Jezusem, "którego Bóg wyniósł na niebiosa i nadał mu imię, które przewyższa wszelkie imię, aby na imię Jezus zgięło się każde kolano w niebie i na ziemi i pod ziemią, i aby każdy język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem. Amen.


św. Antoni Maria CLARET

KWADRANS PRZED NAJŚWIĘTSZYM SAKRAMENTEM

Ojciec Claret (1807-1870), arcybiskup Kuby, założył Zgromadzenie Misyjne Braci Niepokalanego Serca Maryi - Klaretynów. Teksty Świętego zostały wybrane i wydane przez Urząd Pastoralny w Wiedniu w roku 1988. Ojciec Claret używał takiej formy rozmowy, gdzie Jezus zwraca się do każdego z nas osobiście.

Nie potrzeba wielu wiadomości, by Mi się przypodobać - wystarczy, że Mnie bardzo kochasz. Mów do Mnie, jak gdybyś rozmawiał ze swoim przyjacielem.

Musisz Mnie o coś prosić dla kogoś?
Powiedz Mi jego imię, a następnie - co byś chciał, żebym teraz dla niego uczynił. Proś o wiele, nie wahaj się prosić.
Mów do Mnie prosto i otwarcie o biednych, których zamierzasz pocieszyć; o chorych, których cierpienia ty widzisz; o zbłąkanych, dla których gorąco pragniesz powrotu na prawdziwą drogę. Powiedz mi o wszystkich chociaż jedno słowo.

A dla ciebie - czyż nie potrzebujesz dla samego siebie jakiejś łaski?
Powiedz Mi otwarcie, czy może jesteś dumnym, samolubnym, niestałym, niestarannym... i poproś Mnie, żebym ci przyszedł z pomocą w twoich nielicznych czy też licznych wysiłkach, które podejmujesz, by się pozbyć tych wad.
Nie wstydź się! Jest wielu sprawiedliwych, wielu świętych w niebie, którzy popełniali dokładnie te same błędy. Ale oni prosili pokornie...
i z biegiem czasu zobaczyli, że są od tego wolni.
Nie zwlekaj prosić też o zdrowie, o szczęśliwe zakończenie twoich prac, interesów czy studiów. To wszystko mogę ci dać i daję. A Ja życzę sobie, żebyś Mnie o to prosił, jeśli się to nie zwraca przeciwko twojemu uświęceniu, natomiast jemu sprzyja i je wspiera. Czego ci akurat dzisiaj potrzeba? Co mogę dla ciebie uczynić? Gdybyś ty wiedział, jak bardzo pragnę ci pomóc!

Czy masz w tej chwili jakiś plan?
Opowiedz Mi o nim. Czym się zajmujesz? O czym myślisz? Co mogę uczynić dla twojego brata, dla twojej siostry, twoich przyjaciół, twojej rodziny, dla twoich przełożonych? Co ty chciałbyś dla nich uczynić?
A co do Mnie - czy nie masz życzenia, żebym był uwielbiany?
Czy zechciałbyś swoim przyjaciołom uczynić coś dobrego, im, których ty może bardzo kochasz, ale oni żyjąc nie myślą o Mnie?
Powiedz Mi: co dzisiaj budzi nadzwyczaj twoją uwagę? Czego pragniesz z utęsknieniem? Jakie środki posiadasz, aby to osiągnąć?
Powiedz Mi o twoim nieudanym przedsięwzięciu, a Ja powiem ci przyczyny niepowodzenia. Czy nie chciałbyś Mnie dla siebie pozyskać?

Może czujesz się samotnym lub źle usposobionym?
Opowiedz Mi w szczegółach, co cię smuci. Kto cię zranił?
Kto obraził twoją miłość własną? Kto ciebie znieważył? Informuj Mnie o wszystkim, a wnet dojdziesz tak daleko, że powiesz, iż za Moim przykładem wszystko darujesz i wszystko zapominasz. Za nagrodę otrzymasz Moje pocieszające błogosławieństwo.

Może się boisz?
Czy odczuwasz w swojej duszy owo nieokreślone przygnębienie, które wprawdzie jest bez podstaw, ale mimo to nie przestaje rozrywać ci serca? Rzuć się w ramiona Mojej Opatrzności! Jestem przy tobie, u twojego boku. Ja wszystko widzę, wszystko słyszę i w żadnym momencie nie zostawię cię.
Czy odczuwasz antypatie u ludzi, którzy cię przedtem lubili, a którzy cię teraz zapomnieli, od ciebie się odwrócili mimo, że z twojej strony nie było najmniejszego powodu do tego?
Poproś za nich, a Ja ich przywrócę do twojego boku, jeżeli nie staną się zawadą dla twojego uświęcenia.

A czy nie masz czasem jakiejś radosnej wiadomości dla Mnie?
Dlaczego nie pozwalasz Mi w niej uczestniczyć? Przecież jestem twoim przyjacielem. Opowiedz Mi, co pokrzepiło twoje serce i wywołało twój uśmiech w okresie od twoich ostatnich odwiedzin u Mnie? Być może miałeś przyjemne zaskoczenia, może otrzymałeś szczęśliwe wiadomości, list, sympatie, może przezwyciężyłeś trudności, wyszedłeś z sytuacji bez wyjścia?
To wszystko jest Moim dziełem. Ty masz Mi po prostu powiedzieć: "Dziękuję, mój Ojcze!"

A czy nie chcesz Mi nic obiecać?
Ja czytam w głębi twojego serca. Ludzi można łatwo zmylić, ale nie Boga. Mów więc otwarcie do Mnie. Czy jesteś zdecydowany nie poddawać się więcej wiadomej okazji do grzechu, zrezygnować z rzeczy, która ci szkodzi, nie czytać książki, która pobudza twoją wyobraźnię, nie przestawać z człowiekiem, który zmącił spokój twej duszy?
Czy będziesz znowu łagodnym, miłym i usłużnym wobec tego człowieka, którego miałeś do dziś za wroga, bo ci się sprzeniewierzył?
Więc dobrze, powracaj teraz znowu do twojego zajęcia, do twojej pracy, do twoich studiów. Ale nie zapominaj kwadransa, który przeżywaliśmy razem. Zachowaj - jak dalece możesz - milczenie, skromność, wewnętrzne skupienie, miłość bliźniego.

Kochaj Matkę Moją, która i twoją jest.
l przyjdź znowu z sercem przepełnionym jeszcze większą miłością i jeszcze bardziej oddanym Mojemu Duchowi. Wtedy znajdziesz w Moim Sercu codziennie nową miłość, nowe dobrodziejstwa i nowe pocieszenia.